O mnie
Waldemar Paś
zam. 32 – 310 Klucze;
Kolbark ul. Źródlana 33
Urodziłem się 5 maja 1976 r. w Olkuszu.
Od urodzenia wraz z rodzicami i trójką rodzeństwa zamieszkałem w Bydlinie - małej miejscowości niedaleko Olkusza.
W latach 1983 - 1991 uczęszczałem do Szkoły Podstawowej w Bydlinie.
W latach 1991 - 1995 kształciłem się w Liceum Zawodowym w Zespole Szkół Mechaniczno-Samochodowych w Olkuszu na ul. Górniczej. Po zdanej maturze
w 1995 r. rozpocząłem pracę w Policji. Początkowo w Oddziałach Prewencji
w Katowicach, a następnie w Komisariacie Policji w Sławkowie - podległym pod
KRP Dąbrowa Górnicza.
Ciekawostką jest fakt, że pracując w jednym komisariacie tj. w Sławkowie - zmieniała mi się trzykrotnie Komenda Powiatowa.
Początkowo - Dąbrowa Górnicza, po reformach terytorialnych Sławków przeszedł do województwa małopolskiego i komisariat należał pod KPP Olkusz.
Po referendum w Sławkowie powrócił on do województwa śląskiego, jednak z uwagi na fakt, że Dąbrowa Górnicza była powiatem ziemskim przyjął nas powiat Będzin
i wówczas pracowałem pod Komendą Powiatową w Będzinie. Tuż przed odejściem na rentę w związku z moją chorobą przeniosłem się do KPP Dąbrowa Górnicza i z tej jednostki odszedłem na stan spoczynku mundurowego stróża porządku.
W czasie swojej pracy współpracowałem z prokuraturami w Dąbrowie Górniczej
i w Olkuszu.
W latach 1997 - 2002 studiowałem i tak w roku 2000 zdobyłem tytuł licencjata
w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej,

a w roku 2002 tytuł magistra na Politechnice Częstochowskiej.

Studia w 1997 r. rozpocząłem wraz z miłością mojego życia Joanną Barczyk, bratem Bogusławem i jego żoną Iwoną oraz bratem Jarkiem.
W 1998 r. ślubowałem mojej wybrance, że jej nie opuszczę do końca życia.

Po ślubie z żoną Joanną zamieszkałem u jej rodziców w Kolbarku (2 km od mojego rodzinnego domu), a na studiach wesoło o nas mówiono „Piątka Pasiów”. Trzeba przyznać, że było to zabawne – „Piątka Pasiów” na jednym kierunku i w jednej grupie.

Mile wspominam ten okres…
1 września (rocznica wybuchu II wojny światowej) 1999 r. urodziła nam się córeczka – Karolinka.

Mimo, że byliśmy młodymi rodzicami potrafiliśmy pogodzić naukę z wychowaniem dziecka, co nie było łatwym zadaniem.
2 kwietnia 2003 r. (2 lata poźniej zmarł Jan Paweł II) urodził nam się syn – Pawełek.

Byliśmy bardzo szczęśliwi.
Kilka miesięcy później zacząłem odczuwać częste bóle w lewej nodze.
Na samym początku dolegliwości bólowe były niewielkiego stopnia, ale z czasem uległy nasileniu. Koniecznością były badania specjalistyczne.
W maju 2004 r. dowiedziałem się o swojej chorobie. Lekarze stwierdzili u mnie guza tkanek miękkich lewego uda. Kilka dni później w Szpitalu Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich miałem pierwszą operację, po której zalecono mi chodzenie o kulach. Trzy miesiące później na Konsylium I Kliniki Radioterapii Instytutu Onkologii w Gliwicach zostałem zakwalifikowany do uzupełniającego leczenia promieniami. Dwa miesiące spędziłem
na oddziale onkologii, gdzie poddano mnie radioterapii, której ubocznym skutkiem okazało się pęknięcie kości.
W lutym 2005 r. konieczna była kolejna operacja, podczas której umieszczono mi w nodze śrubopłytkę.
W maju, tego samego roku odszedłem na rentę. Od tamtej pory nie pracuję w swoim zawodzie. Jako funkcjonariusz policji pracowałem 10 lat. W 2006 r. doszło do mojej kolejnej, już trzeciej operacji, podczas której trzeba było usunąć metal z nogi. Po zabiegu dalej chodziłem o kulach, ale noga ciągle mnie bolała. W sierpniu 2008 r. w Szpitalu Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich miałem czwartą operację, której celem było usunięcie odłamka kości udowej. W wyniku tej operacji ograniczyła mi się możliwość chodzenia i zginania nogi w stawie kolanowym. Niestety dwa miesiące później okazało się, że natychmiast musi być przeprowadzona kolejna operacja. Usunięto mi część kości udowej i kolano, a w zamian wstawiono mi endoprotezę stawu kolanowego. Miałem nadzieję, że już wszystko będzie dobrze, ale ból mnie nie opuszczał.
Po kontroli, która miała miejsce w grudniu 2008 r. podejrzewano u mnie zakrzepicę nogi. Lekarze zalecili mi wyższe ułożenie nogi na szynie Browna. Po rehabilitacji
w marcu 2009 r. czułem się nieco lepiej niż wcześniej. Lekarze zauważyli poprawę stanu funkcjonalnego i sprawności ruchowej, ale o odłożeniu kul nie było mowy.
Jesienią ból nasilił się jeszcze bardziej i był nie do zniesienia. Po kolejnych badaniach w dniu 4 stycznia 2010 dowiedziałem się, że konieczna jest następna – szósta operacja, gdyż w mojej nodze nastąpiła wznowa guza złośliwego. Po raz kolejny udałem się do Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, gdziew dniu 7 stycznia amputowano mi lewą nogę. Lekarze zlecili mi chodzenie
we wstępnej protezie. Przez cały czas wspierała mnie moja rodzina,
a szczególnie żona, która zawsze jest blisko mnie. Aktualnie przebywam w domu
i próbuję na nowo nauczyć się samodzielnie korzystać z życia. Przede mną teraz długa i kosztowna rehabilitacja oraz konieczność zakupu właściwej protezy, której koszt znacznie przewyższa możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Może ona kosztować w granicach 100 – 150 tyś. zł.
Zwracam się więc z gorącą prośbą do państwa, którzy przeglądają tą stronę internetową o wsparcie i zrozumienie, gdyż bez tego będzie mi bardzo trudno znów być niezależnym człowiekiem.
W tym miejscu dziękuje wszystkim lekarzom, którzy pomagają mi w walce z chorobą, a także pozdrawiam wszystkie siostry darzące mnie opieką oraz kolegów, którzy przebywali ze mną w szpitalu – Pozdrawiam gorąco i życzę Wam zdrowia. Miejcie nadzieję, że będzie lepiej i dobrze… Nie poddajmy się….
Waldek







